Mały może dużo

Przystąpienie do znanej sieci nie jest jedynym sposobem na rynkowy debiut. Choć rynek to w 70 proc. tłumaczenia firmowe, klienci coraz częściej poszukują firm, do których mogą wejść „z ulicy” i przetłumaczyć CV, krótki dokument, a czasem nawet prostego maila. Tego typu usługi świadczy Małgorzata Staniewicz, właścicielka biura tłumaczeń „Narrator” w warszawskiej Bibliotece Uniwersyteckiej.

– Chciałam, aby moje biuro było miejscem, do którego każdy może przyjść z tłumaczeniem. Największy procent naszych klientów stanowią firmy, ale rośnie również liczba zleceń od studentów czy profesorów, a także z instytucji publicznych – wymienia Małgorzata Staniewicz.

Początkowo „Narrator” miał być „biznesowym dodatkiem” do wydawnictwa literackiego, ale szybko okazało się, że biuro samodzielnie radzi sobie bardzo dobrze – co roku zwiększa obroty o 50 proc., rocznie realizując około tysiąca zamówień, z czego większość to tłumaczenia pisemne (dokumenty czy informacje, za których tłumaczenie klient płaci przeciętnie 30-50 zł za stronę), ale aż około jednej trzeciej – ustne (konferencje, sympozja, spotkania biznesowe, których tłumaczenie kosztuje średnio 100-200 zł/h).

– Cena zależy od rodzaju, długości tłumaczenia i od języka. Tłumaczenie konferencji fanów filatelistyki będzie oczywiście tańsze niż skomplikowanego sympozjum medycznego, do którego potrzebni są specjaliści – zaznacza Robert Fiutak.

Dobrym argumentem do uruchomienia własnego biura tłumaczeń są niskie koszty inwestycji i prowadzenia biznesu. Zakładając biznes, trzeba mieć pieniądze na wynajem lokalu i zatrudnienie pracowników, wyposażenie biura w meble i sprzęt biurowy oraz w oprogramowanie tłumaczeniowe – łącznie około 20 tys. zł. Pomieszczenie, w którym mieści się biuro, nie musi być duże, bo większość usług realizowana jest drogą elektroniczną.

Na początku nie trzeba zatrudniać dużej liczby osób. W biurze „Narrator” pracują na etat dwie osoby, które zajmują się weryfikacją dokumentów. Do obowiązków pracowników biura tłumaczeń należą też inne prace organizacyjne – przyjmowanie zamówień, kontakt z tłumaczami, udzielanie porad klientom oraz ciągłe szukanie nowych tłumaczy do współpracy. Ci ostatni to największy skarb biura tłumaczeń.

– W działalności biura przede wszystkim liczy się dobry tłumacz, bo klient zawsze się znajdzie. Na dziesiątki czy setki ludzi, którzy kończą studia ze specjalizacją translatorską, niewielu pracuje w tym zawodzie – podkreśla Małgorzata Staniewicz.

Niezależnie od wielkości i przychodów biur, ich właściciele zgodnie twierdzą, że dobry tłumacz to skarb. Poprzez wyniki pracy lingwistów budowana jest wiarygodność i marka biura. Szczególnie, że jakość i wysoki poziom merytoryczny to kwestie, do których polski rynek wciąż musi przykładać dużą wagę. Dzięki temu, firmy będą zdobywać kolejnych klientów, którzy potrafią dotrzeć w każde miejsce na mapie świata i… przywieźć coś do tłumaczenia.

Joanna Sopyło

Komentarze
Load More Related Articles
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Biznes

Jeden komentarz

  1. „Money” do tłumaczenia – Dzień Dobry

    11 października 2018 w 15:05

    […] 1 minutę temu „Money” do tłumaczenia cz.2 […]

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Odzież na froncie – Jednak sklepy nauczyły się radzić sobie z niesprzyjającymi warunkami rynkowymi cz.1

Czarna seria zaczęła się w 2009 roku, kiedy do portfeli naszych rodaków zajrzał kryzys i z…