Gleba i wrzątek

Pierwsza była Bacówka na Rycerzowej w Beskidzie Żywieckim. Wybudowana pospiesznie i jak to w PRL-u bywało z niedoróbkami, ale za to z cudowną beskidzką panoramą, otwarta swoje podwoje we wrześniu 1975 r. To były czasy turystów w pionierkach, flanelowych koszulach w kratę i kangurkach, dźwigających płócienne plecaki, w których mieściło się wszystko, co potrzebne do przeżycia w górach, z papierem toaletowym włącznie. Na Rycerzowej nie było i do dziś nie ma elektryczności, prąd dostarcza agregat. Cóż, bacówki nie miały oferować luksusów, raczej spartańskie warunki: brakowało ciepłej wody do mycia (ale wrzątek do naczyń własnych był i jest zawsze), spało się w wieloosobowej sali na drewnianych pryczach, buty suszyło przy kominku… To miejsca przede wszystkim dla tych, którzy znużeni wielogodzinną wędrówką chcieli odpocząć, porozmawiać z innymi góralami, zjeść coś smacznego, domowego lub samemu upitrasić posiłek i wpatrywać się w ogień, gdy za oknem hula wiatr.

Nad zachowaniem odrębnego charakteru i funkcji bacówek czuwał Klub Baców, nieformalne stowarzyszenie powołane do życia w 1976 r. w Bacówce na Rycerzowej. Pierwotnie nie można było w nich rezerwować miejsc ani przyjeżdżać na stacjonarne lub grupowe pobyty. Bacówki budowano w miejscach, gdzie brakowało bazy noclegowej, tak by można było doń dotrzeć w ciągu jednego dnia. Karpielowski drewniany budyneczek kryty gontem niezmiennie dysponuje zapleczem sanitarnym w murowanej piwnicy, bufetem, kuchnią i jadalnią na parterze, która na noc służy do spania „na glebie”, jeśli brakuje miejsc w usytuowanych na piętrze i poddaszu sypialniach dla 20-30 osób. Czasy oczywiście się zmieniają, trzeba wzbogacać i uatrakcyjniać swoją ofertę. Nie ma co ukrywać, bacówki upodobniły się do innych schronisk: przyjmują zorganizowane grupy i „zielone szkoły”, organizują koncerty, przeróżne warsztaty czy imprezy sylwestrowe, ale po sezonie cichną i pustoszeją, tak jak góry wokół.
Bacować znaczy żyć

Długi dzień wędrówki z Hańczowej przez Beskid Niski chylił się ku końcowi. Już po zmroku dotarliśmy do bacówki w starej połemkowskiej wsi Bartne, usytuowanej w górnej części doliny rzeki, za którą wznosi się Magura Wątkowska. – Nareszcie jacyś ludzie! – Powitał nas młodzieniec zastępujący gospodarza. – Jesteście tu pierwsi od tygodnia – stwierdził, serwując zamówione pierogi. Zjedliśmy i cały wieczór spędziliśmy, rozmawiając o „warszawce”, która wykupiła już wszystko, co się dało, budowie dróg w karpackiej puszczy, wycinaniu jodeł i o wilkach, których wataha kręciła się w pobliżu.

 

Część 1 – eventsbymarriott.pl/bacowka-noclegownia-oldskulowa-cz-1/
Część 2 – zplywackiej.pl/bacowka-noclegownia-oldskulowa-cz-2/
Część 3 – diamiland.pl/bacowka-noclegownia-oldskulowa-cz-3/
Część 4 – cpkrakow.pl/bacowka-noclegownia-oldskulowa-cz-4/

Komentarze
Load More Related Articles
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Dla kogo przeznaczona jest odzież patriotyczna?

Odzież patriotyczna staje się coraz bardziej znaczącym produktem, a znane i sieciowe marki…